Christian Death, Artrosis, April Etheral
12.05.2001, RUDY KOT, Gdańsk

Bardzo ucieszył mnie fakt, iż jedyny koncert CHRISTIAN DEATH w Polsce, w ramach europejskiej trasy, miał odbyć się właśnie w trójmieście. Z dużą niecierpliwością oczekiwałem przyjazdu amerykanów do Gdańska. Po dotarciu do klubu Rudy Kot dowiedziałem się, że koncert będzie opóźniony o ok. 2 godz. Mało pocieszająca informacja jak na sam początek, ale nie zraziłem się tym, dalej cierpliwie czekałem. W końcu około godziny 20 rozpoczął się koncert. 
Jako pierwszy wystąpił APRIL ETHEREAL . Jak twierdzą wydawcy ich debiutanckiej płyty to młoda obiecująca kapela. Mi jednak nie specjalnie przypadła do gustu ich muzyka. Utwory natrętnie przypominają dokonania DIMMU BORGIR; a już to co proponują Norwegowie przyprawia mnie o mdłości.... Stwierdziłem więc że czas pójść po coś do picia. Tak minęło pół godziny i przyszedł czas na kolejny zespół. 
Po APRIL ETHEREAL, zaczął instalować się ARTROSIS. Wszystko strasznie się przedłużało, akustyk miał wieczne problemy z nagłośnieniem poszczególnych instrumentów. W końcu jednak udało się znaleźć jakieś kompromisy i rozpocząć koncert. Podczas przeszło godzinnego występu, ARTROSIS zagrało utwory z wszystkich wcześniejszych płyt. Nie zabrakło nawet "przekolorowej" Szmaragdowej nocy. Pojawiło się też kilka kawałków z najnowszego albumu Fetish. Mam jednak wrażenie, że albo zespół zabrnął w ślepy zaułek, lub też specjalnie nie chce pokazać nic nowego swoim fanom. Pierwsza płyta ok. ale cztery takie same to już przesada.... Po występie pani Medeah & co. Nastąpiła długa przerwa, zaczęły się przygotowania do występu "gwiazdy wieczoru". Podczas ustawień zespołu nie zabrakło zgrzytów. Akustyk, albo nie znał angielskiego, albo był głuchy; w każdym bądź razie nie najlepiej sprawdzał się w własnej profesji, toteż nie obyło się bez uszczypliwych uwag ze strony Valora...
Po dłuższej próbie pertraktacji z akustykiem rozpoczął się koncert. Najpierw Betrayel potem kilka kolejnych utworów z Born again anti christian. Znowu problemy....Nie działa jeden z mikrofonów. Było widać złość w oczach Valora...Dalej jakoś się toczyło...Zagrali repertuar z trzech ostatnich płyt. Publika była zachwycona..... 
Po długim skandowaniu udało się wywołać zespół ponownie na scenę, aby zagrali jeszcze jeden kawałek... Tak zostawiając swoich fanów z niedosytem zakończyli swój występ w Polsce. Publiczność choć nieliczna była zachwycona. Zespół raczej nie za bardzo...
Organizatorzy zawiedli na całej linii...
Po koncercie zaginął mikrofon, więc ludzie odpowiedzialni za organizację posądzili o kradzież zespół. Valor tak się wściekł, że zaczął bluzgać na organizację, ludzi i kraj w którym przyszło mu grać. Wnioskuję więc, że nie prędko będzie można zobaczyć CHRITIAN DEATH w Polsce. Ci którzy nie byli mogą żałować. Dziwi mnie tylko, że koncert tak legendarnego zespołu spotkał się z tak małym zainteresowaniem. Czy to dowód na to, że mimo natrętnej mody, wciąż nie ma sceny gotyckiej. Nie powiecie mi chyba, że banda ludzi słuchająca wyłącznie Closterkeller, czy Type O Negative, nie potrafiąca poszukiwać nowej muzyki dla zaspokojenia własnych gustów, ma prawo uważać się za członka tzw. Sceny..... 

Dragos [05.01]