"Born Again anti Christian"

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy w kontakcie z płytą jest to, iż gościnnie wystąpili na niej niesforni muzycy ze słynnego Cradle of Filth. Krążek zawiera wersję utworu "Peak a Boo" w ich wykonaniu. Właśnie ze względu na ten fakt miałem dosyć mieszane uczucia tj. nie, że bym nie lubił "Kredek", ale zabieg ten wydał mi się dosyć, że tak ładnie to ujmę marketingowy, ale do rzeczy. 

Muzycznie album wydaje się być najbardziej przebojowym w dorobku zespołu. Tym razem znalazło się na nim dwanaście kompozycji plus wspomniane "kredkowe" "Peak a Boo". Wszystkie utwory są bardzo chwytliwe i porywające - co wcale nie znacz, że złe. Już od pierwszych dźwięków wiadomo, że mamy do czynienia z tym samym niepowtarzalnym zespołem i równie niepowtarzalną atmosferą. Poniekąd płyta stanowi koncept, opowiada o lęku, zdradzie i zbrodni. Całość dopełnia fantastyczne lekko podziemne brzmienie i przemiły brud gitarowy. Na temat wokali nie będę się rozpisywał, ponieważ wiadomo, że tacy wyjadacze jak Valor i Maitri poniżej pewnego poziomu nie schodzą. Szczęśliwie się stało, iż obecność gości z Cradle of Filth została ograniczona do minimum i nie razi ani przez moment. Szczególnie polecam utwory Zodiac, Peak a Boo, Dead Sorry czy The Painted aura. Moim zdaniem krążek jest bardzo równy i pozostałe kawałki w niczym wyżej wymienionym nie ustępują. 

Dobrze, że jest jeszcze taki zespół jak Christian Death, który nie nagrywa swoich albumów w sposób sterylny i sztuczny. Muzyka na tej płycie jest drapieżna, pełna energii, przestrzeni i dźwięków, które mogą wprowadzić mało odpornego słuchacza w stany lękowo-nerwicowe. Co tu dużo mówić, kolejna wielka płyta wielkiego zespołu.

Mariusz

Autor tego tekstu jest niestety nie dostępny "drogą elektroniczną", wszelkie pytania i sugestie proszę kierować na mój adres.